eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plFinanseGrupypl.biznes.bankizabawa w obligacjeRe: zabawa w obligacje
  • Data: 2025-08-30 13:07:16
    Temat: Re: zabawa w obligacje
    Od: Krzysztof Hałasa <k...@p...waw.pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    "J.F" <j...@p...onet.pl> writes:

    > Aczkolwiek - przyszedł Trump, i mamy "nowe otwarcie".
    > GB może indywidualnie negocjować.

    To taki żart?

    > Bo ja wiem ... ciągle jest bariera języka,

    I? Czy język powoduje różnice w potrzebach, interesach?

    > i niekoniecznie chcesz to
    > "pełne zjedoczenie".

    Jasne że nie. Nie chcę też "pełnego zjednoczenia Polski". Hierarchia
    jest dobra. Ale pewne sprawy po prostu opłaca się zrobić, mniej lub
    bardziej, centralnie.

    > Ale mimo zbieżności celów ogólnych, pozostają problemy w drobnych
    > celach ogólnych. czasem smieszne jak krzywizna banana, ale też
    > poważniejsze, jak np "musicie zamknąć swoje kopalnie, huty, stocznie i
    > LOT".

    I tym się różnią np. Polacy, Francuzi, i Anglicy, że jedni potrzebują
    LOTu, a inni rolnictwa albo np. producenta samochodów? Naprawdę?
    To coś w DNA może?
    Przecież to jest kompletnie niedorzeczne.

    Nie lepiej budować stocznie tam, gdzie są morza (wiem, tak się akurat
    robi), a uprawiać rolę tam, gdzie jest ziemia? Przecież to są, tak
    naprawdę, prywatne interesy jakichś małych grup ludzi, nic narodowego.
    A jeśli są tu także jakieś interesy strategiczne, to tym bardziej są one
    strategicznymi interesami całej Europy.

    > Czy choćby limit prędkości na autostradach, aborcja, ideologia LGBT,
    > ceny samochódów.

    Tzn. różni ludzie mają różne idee na różne tematy. Ale co mają do tego
    państwa i narody???

    Przecież na jednym osiedlu masz ludzi, którzy nienawidzą samochodów
    w ogóle (stąd śpiące policjanty, na których praktycznie trzeba się
    zatrzymać, żeby nie zepsuć samochodu), nienawidzą rowerów, nienawidzą
    ludzi wychodzących i wchodzących do bloku. To oni mają dyktować
    wszystkim, w jaki sposób żyć?

    > O tym się nie mówi - ale Unia to też wielka biurokracja.

    Ale mniejsza niż biurokracje państwowe. Co oczywiście nie znaczy, że
    niepotrzebnej biurokracji nie należy się pozbyć.

    > Ale masz na myśli podziały wewnętrzne, czy np "obywatele" kontra
    > imigranci?

    A to jakaś zasadnicza różnica?

    > Chcesz miec dowolna aborcje, wycofanie religii ze szkoły, tłum obcych
    > imigrantów na ulicach, homomałżeństwa, cenzurę internetu, i limit
    > 100km/h na autostradzie?

    Mam swoje poglądy na te sprawy, ale to nie znaczy, że chcę je wszystkim
    narzucić.

    Aborcja to jest skomplikowana sprawa, ponieważ interesy dziecka mogą być
    sprzeczne z interesami matki, i nie czuję się uprawniony, by to
    rozstrzygać, w szczególności w kontekście tych spektakularnych
    przypadków.

    Niestety wiem, że państwo prawie zawsze znacznie gorzej dba o ludzi
    (w tym tych nienarodzonych) niż matka i ojciec danej osoby.

    Kiedyś wydawało mi się, że religia w szkołach to będzie plus. Mniej
    chodzenia itd. Niestety to zupełnie inaczej wyszło. Może wciąż jest
    możliwość usunięcia braków obecnego systemu, zamiast usuwania go
    w całości? Nie wiem. Ale wiem, że religia w obecnym kształcie nie jest
    dobra.

    Tu takie pytanie: dla kogo w ogóle jest szkoła? Bo czytając różne
    wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że ona zupełnie nie jest dla uczniów.

    Dlaczego miałbym bronić imigrantom chodzenia po ulicach? I jak (oraz po
    co) miałbym ich np. odróżniać od turystów? Mi się też zdarza chodzić po
    ulicach (w tym za granicami), i nie chciałbym, by ktoś miał o to
    pretensje.

    O ile nie podoba mi się słowo "homomałżeństwo" (nie lubię zmieniania
    znaczenia słów w taki sposób, by wykorzystać stare ich rozumienie do
    nowych celów - to jest celowe wprowadzanie w błąd). Co mnie miałyby
    obchodzić związki osób jednej płci? Czy one w jakiś sposób czyniłyby mi
    krzywdę?

    Cenzura Internetu czyni mi krzywdę - to jest inna kategoria.
    Limit 100 km/h na autostradzie czyni mi krzywdę (w szczególności, gdy
    państwowi funkcjonariusze udowadniają, że można tam jeździć dobrze ponad
    dwa razy szybciej, aczkolwiek w ich wykonaniu - w danych warunkach - to
    zwykle nie jest bezpieczne).
    Te dwie rzeczy nic nikomu nie dają, jedynie bez sensu zabierają.

    Dokładnie tak samo, jak np. przepisy przewidujące ograniczenie do
    50 km/h w małych miejskich uliczkach oraz tylko 20 km/h więcej na
    2-pasmowych drogach bezkolizyjnych, bez przejść dla pieszych itp.
    I jeszcze te tłumaczenia, że jest duży ruch. Wtedy przecież nie da się
    jechać szybciej, ograniczenia nie są tylko dla sytuacji z dużym ruchem.

    > Gdzies tam jednak musiała być jakaś niechęć/nienawiść do imigrantów
    > ... ciekawe tylko do których, do polskich?

    A to jakaś różnica? To żadna sztuka wzbudzić nienawiść do kogoś. Nawet
    do kogoś, kto nigdy nie istniał. Im społeczeństwo jest gorzej
    wykształcone, tym jest to prostsze.
    --
    Krzysztof Hałasa

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1