Analitycy i szef Fed podnoszą indeksy w USA
2008-04-11 10:25
Przeczytaj także: Dolar i surowce wracają w stare koleiny?
Teoretycznie martwić powinna informacja z Lehman Brothers, który zlikwidował 3 fundusze inwestycyjne, ale kurs tych akcji rósł. Podobnie zresztą jak wielu innych w sektorze finansowym. Powód? Szef Goldman Sachs powiedział, że kryzys na rynku kredytowym nie powinien już znacznie zwiększyć strat spółek. To jedna z niewielu tak optymistycznych opinii. Trochę umniejsza jej wagę fakt głoszenia jej przez człowieka, który musi być zainteresowany szybkim zakończeniem kryzysu, ale kto by się nad tym głębiej zastanawiał… Analitycy też bardzo starali się pomóc bykom. Ci z Banc of America Securities podnieśli rekomendację dla całego sektora produkcji półprzewodników, a z JP Morgan dla Apple. Dlatego też tak dobrze zachowywał się NASDAQ. Była też i autentycznie dobra informacja. DuPont podniósł prognozy zysku w pierwszym kwartale, ale … prognoza na drugi kwartał była już zdecydowanie niższa od oczekiwań rynku.
Rynkowi pomagał również Ben Bernanke, szef Fed. W swoim wystąpieniu powiedział, że instytucje regulujące w USA muszą zwiększyć nadzór nad rynkami finansowymi, ale nic fundamentalnie złego na Wall Street się nie stało. Odrobina regulacji i zachęty do większej uczciwości wystarczy podobno, żeby wszystko wróciło do normy. Przyznam się, że czytałem te wynurzenia szefa Fed z co najmniej mieszanymi uczuciami. Ben Bernanke jest hiper-optymistą, a może nawet zaraził się hipokryzją od niektórych polityków. Oczywiście to jest moja, całkowicie subiektywna I zapewne niesprawiedliwa ocena. Nie zmienia to postaci rzeczy, że graczom takie słowa musiały się bardzo spodobać.
Indeksy po początkowych wahaniach szybko rosły, ale jak to często bywa, czekano przede wszystkim na koniec sesji, bo byki miały nadzieję na znaczne pociągnięcie cen akcji, a niedźwiedzie liczyły na to, że te wszystkie sztuczne powody dla wzrostu indeksów w końcówce stracą znaczenie. Można powiedzieć, że ani byki, ani niedźwiedzie tej walki nie wygrały. Sesja zakończyła się wzrostami, ale na szerokim rynku były one nieduże. Nadal czekamy na poważne impulsy.
GPW rozpoczęła czwartkową sesję od spadku indeksów, czyli w miarę logicznie. Aktywność od początku sesji była znikoma i widać było, że wszystko może się wydarzyć. Nie dziwiło więc to, że jak tylko nastroje na innych giełdach się pogorszyły, to WIG20 natychmiast i bardzo szybko zaczął spadać. Nie trwało to jednak długo i po południu rynek wszedł w totalny marazm nieco poniżej 3000 pkt. Sesja zakończyła się mniej więcej na tym właśnie poziomie. Na wykresie dziennym doskonale widać, że od godziny 11.00 do końca sesji WIG20 pozostawał w bardzo wąskim kanale trendu bocznego. Odnotować też trzeba, że obroty były zupełnie śmieszne.
Mogę tylko powtórzyć to, co piszę od kilku dni: na tak małych obrotach dosłownie każdego dnia może dojść do gwałtownych ruchów indeksów. Mówi się, że nie należy skracać (grać na spadek) nudnego rynku, ale u nas nie zawsze ta zasada się sprawdza. Warto jednak zachować dużą ostrożność. Możemy tylko powiedzieć, że sesja powinna się dzisiaj rozpocząć lekkim wzrostem. Piątkowe kalendarium jest wyjątkowo ubogie, więc zapewne gracze po prostu będą reagowali na raport i prognozy General Electric.
Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w niniejszym opracowaniu są jedynie wyrazem opinii autorów w dniu publikacji.
USA: dane lepsze od oczekiwań nie pomogły
1 2
oprac. : Piotr Kuczyński / Xelion





Nowa era rynku nieruchomości: 9 prognoz na 2026 rok
